Kiedy parę dni temu w Nature (Volume 651, 2026) pojawiła się publikacja o systemie nazwanym The AI Scientist, wiele osób wstrzymało oddech. Powodem nie było to, że powstał kolejny model, który rozpoznaje obrazy, przewiduje sekwencje białek czy pisze kod. Chodziło o coś znacznie bardziej fundamentalnego: o próbę stworzenia sztucznej inteligencji, która potrafi prowadzić badania naukowe od początku do końca. Nie jako narzędzie, ale jako Badacz. The AI Scientist tworzy pomysły badawcze, pisze kod, przeprowadza eksperymenty, wizualizuje i analizuje dane, przygotowuje cały manuskrypt naukowy oraz wykonuje własną ocenę recenzencką. Innymi słowy — zastępuje człowieka i przejmuje kontrolę nad całym procesem badawczym, który zwykle zajmuje zespołom tygodnie, miesiące, a czasem lata. AI Scientist generuje wiele pomysłów, każdy z krótkim uzasadnieniem i oceną, a potem sprawdza, czy ktoś już czegoś podobnego nie zrobił. Przegląda ogromne zbiory publikacji, porównuje idee i odrzuca te zbyt podobne do istniejących. Wszystko w kilka chwil, zamiast w kilka dni czy tygodni. Kolejnym etapem jest planowanie eksperymentu. AI Scientist nie tylko wykonuje eksperymenty, ale też sam je weryfikuje. Może korzystać z gotowych fragmentów kodu albo pisać wszystko od początku. Jeśli eksperyment nie daje sensownych rezultatów — zmienia założenia i próbuje ponownie. Kiedy eksperymenty się kończą, AI Scientist przechodzi do pisania manuskryptu — etapu, który wielu badaczy uważa za najbardziej żmudny. System korzysta z własnych notatek, odtwarza przebieg badań, opisuje metody, wyniki i wnioski. Tekst jest spójny i zgodny z naukową konwencją. Na koniec robi jeszcze jedno: sprawdza sam siebie. Ocena nowości badań, poprawności metod, logiki argumentów — to jego wewnętrzna kontrola jakości, która pozwala wychwycić słabe punkty, zanim tekst trafi do człowieka.  Powyższa publikacja w Nature jest sygnałem, że wchodzimy w nową epokę, w której sztuczna inteligencja nie tylko przyspiesza badania, ale zaczyna w nich uczestniczyć, a może już nawet zastępować człowieka.  Ale czy rzeczywiście?

Bo właśnie w tym miejscu teoria spotyka się z praktyką. Nature opisuje systemy takie jak AI Scientist — zdolne prowadzić badania od pomysłu po publikację — a w codziennej pracy edytora widzimy zupełnie inny obraz: teksty tworzone z pomocą nowoczesnych narzędzi wciąż wracają do autorów z prośbą o poprawki. Systemy potrafią pisać szybko, ale nie są w stanie zrozumieć treści, które tworzą. AI Scientist pokazuje, dokąd zmierzamy, ale większość dostępnych narzędzi nadal popełnia błędy, których sama nie zauważa: myli terminy, generuje nieistniejące źródła, tworzy logiczne luki ukryte pod płynnym językiem. I tu pojawia się jeszcze poważniejsza refleksja. Skoro błędy pojawiają się już na poziomie tekstu — najbardziej powierzchownej i najłatwiejszej do oceny warstwy — to skąd pewność, że nie ma ich także głębiej? Już na samym początku procesu badawczego: w metodach, danych, analizie, interpretacji wyników? Jeśli powierzchnia bywa myląco gładka, to tym bardziej warto zapytać, co kryje się pod spodem.

 

Zamykając ten wpis, chcielibyśmy dodać coś z naszego własnego doświadczenia. W naszej pracy coraz częściej spotykamy się z nowym fenomenem, w którym Autorzy manuskryptu proszeni są przez edytora lub czasopismo o wykonanie korekty językowej, mimo że tekst został wcześniej przetłumaczony i edytowany przez automatyczne systemy przetwarzania języka naturalnego. Wielu autorów darzy te narzędzia dużym zaufaniem — traktują je jako rzetelne wsparcie w przygotowaniu manuskryptu, nie zawsze mając świadomość, że to zaufanie bywa nadmierne. W efekcie teksty, które wydają się dopracowane, wracają. Redaktorzy mówią wprost: muszą odrzucać takie prace, bo nie spełniają standardów naukowych — nawet jeśli na pierwszy rzut oka wyglądają poprawnie.

Mogłoby się to wydawać kompletnie nielogiczne, ponieważ zdania są przecież poprawne językowo. Odpowiadając więc na pytanie, dlaczego tak się dzieje, warto mieć świadomość, że jednym z powodów może być brak zaufania ze strony wydawnictwa. Takie teksty naukowe często zawierają ukryte błędy, których Autorzy po prostu nie widzą. Publikacje tego typu mogą zawierać błędy merytoryczne i halucynacje, zmyślone lub nieistniejące źródła, błędne terminy, nielogiczne fragmenty oraz tzw. tortured phrases, czyli nienaturalne konstrukcje językowe. Wszystko ukryte „pod warstwą” poprawnego języka. Dlatego teksty są odsyłane do ponownej korekty — wydawnictwa chcą zaoszczędzić czas i oczekują, że autorzy wyślą tekst do edytora, który jako osoba kompetentna sprawdzi, czy nie zawiera on tego typu „pułapek”. Kolejnym powodem odsyłania takich tekstów jest brak deklaracji użycia narzędzi, mimo ewidentnych cech wskazujących, że tekst został wygenerowany przez automatyczne systemy językowe. Wydawnictwa wymagają deklaracji, ale badania pokazują, że wielu naukowców nie ujawnia użycia AI w pisaniu pracy. To powoduje, że redakcje podchodzą podejrzliwie do tekstów, które „wyglądają podejrzanie dobrze”, bo nie wiedzą, czy mogą im ufać. Warto też wspomnieć o ryzyku, o którym wielu Autorów często zapomina — o ryzyku błędów terminologicznych. Automatyczne systemy wciąż wykazują tendencję do generowania błędów związanych z terminologią naukową. Eksperci podkreślają, że nawet jeśli tłumaczenie brzmi płynnie, może być merytorycznie niepoprawne, ponieważ narzędzia nie zawsze rozumieją subtelne różnice między terminami technicznymi. To jest kolejny powód, dla którego wydawnictwa wymagają korekty od autorów: chcą, żeby ktoś sprawdził, czy terminologia jest właściwa. Korekta staje się więc testem jakości manuskryptu. Edytor jest w stanie zauważyć nienaturalne fragmenty, wychwyci błędy terminologiczne i wskaże miejsca, które wymagają dopracowania. Korekta wykonana przez człowieka nie jest więc tylko „poprawą języka”. To sposób na sprawdzenie czy tekst jest wiarygodny.

 

 

Jeśli podczas pracy nad manuskryptem napotkasz trudności w Translmed Publishing Group możesz liczyć na profesjonalne wsparcie redakcyjne. Dzięki wiedzy specjalistycznej i doświadczeniu naszych redaktorów pomagamy dopracować język, wychwycić błędy, poprawić przejrzystość tekstu i zadbać o jego właściwy format. To ciągle najlepszy sposób na sprawne, spokojne i pozbawione stresu przygotowanie Twojej publikacji.